Lot z Teneryfy i pierwszy wieczór w Agadirze – gdzie nocować?
Moje dziesięciodniowe marokańskie wakacje na własną rękę zaczęły się na Wyspach Kanaryjskich. Leciałam z Teneryfy do Agadiru liniami Ryanair. Loty Ryanair na tej trasie są naprawdę tanie – przynajmniej jeśli mówimy o samym bilecie podstawowym, który w moim przypadku kosztował €16.99. Dokupiłam drugi bagaż podręczny do 10 kg, więc cena wzrosła i ostatecznie zapłaciłam około 39 euro za lot w jedną stronę.
Lot trwa 1 godzinę i 20 minut, więc jest to bardzo krótka podróż. Wybrałam rejs wieczorny – wylot o 18:05, a lądowanie w Agadirze planowo o 20:45 czasu lokalnego, bo Maroko jest godzinę do przodu względem Teneryfy.
Po wylądowaniu i przejściu przez kontrolę paszportową przeprowadzoną mało profesjonalnie ( zerknij do wpisu o bezpieczeństwie) do hostelu dostałam sie taksówką. Więcej informacji o taksówkach i transporcie w Maroku znajdziecie w moim wcześniejszym wpisie – TUTAJ.
Cały pobyt w Maroku zaplanowałam tak, aby spokojnie zobaczyć kilka miejsc i równocześnie nie spędzać całych dni w podróży. Dlatego celowo spędzałam 2–4 noce w jednym miejscu, a potem przemieszczałam się dalej.
I tak przez 10 dni zatoczyłam petlę: Agadir-Marrakesz-Essaouira-Sidi Kaouki-Essaouira-Agadir.
Pierwszy nocleg w Agadirze – gdzie nocować?
Po przylocie w Agadirze zatrzymałam się na dwie noce w miejscu o nazwie Surf Like a Local Authentic Home Stay, które znalazłam na Booking.com. Okazało się, że to nie hostel, a prywatne mieszkanie w lokalnej dzielnicy.
Adres był jedynym sposobem, by dotrzeć na miejsce – żaden taksówkarz nie mógł go znaleźć po nazwie. Mieszkanie składało się z dobrze wyposażonej kuchni oraz dwóch pokoi gościnnych. Pierwszej nocy ktoś jeszcze mieszkał w drugim pokoju, ale nad ranem się wyprowadził, więc kolejną noc spędziłam już zupełnie sama.
Do dyspozycji miałam wspólną łazienkę i kuchnię oraz codzienne pyszne śniadanie, które przynosiła mi siostra właściciela, Hanan. Ustalałam z nią na whatsapp godzinę, a ona super punktualnie cichutko wchodziła do mieszkania i zostawiała mi pyszne jedzonko. Zdjęcie główne i góry wpisu przedstawia właśnie te pyszne rzeczy serwowane w ramach noclegu. Cena za dwie noce? 38 euro!

🗺️ Co zobaczyć w Agadirze w 1 dzień – najważniejsze atrakcje
Podaję liste miejsc, które obejrzałam w ciągu jednego dnia nazajutrz po przylocie:
-
Medina w Agadirze – replika starej mediny zniszczonej w wyniku trzęsienia ziemi w 1960 roku. Spokojna, czysta, uporządkowana- w sam raz na relaksujący pobyt i kontakt z kulturą marokańską.
- Kolejka linowa do Kasbah Oufella – nowa atrakcja w Agadirze, która w kilka minut wywozi Cię na wzgórze z panoramicznymi widokami na zatokę i promenadę.
-
Kasbah Agadir Oufella – ruiny dawnej twierdzy z XVI wieku na wzgórzu, z którego rozpościerają się przepiękne widoki na miasto, plażę i Ocean Atlantycki.
-
Promenada i plaża w Agadirze – 10-kilometrowa linia spacerowa wzdłuż wybrzeża idealna na zachód słońca.

Marrakesz – noclegi, Medina i wycieczka w góry Atlas
Trzeciego dnia mojej podróży po Maroku wyruszyłam autobusem CTM z Agadiru do Marrakeszu. Na dworzec dostałam się tradycyjnie, korzystając z aplikacji InDrive, dzięki czemu zapłaciłam prawie cztery razy mniej niż za klasyczną taksówkę.
Pogoda była zupełnie inna niż dzień wcześniej — do autobusu wsiadałam w strugach deszczu. Sama podróż trwała około 3 godzin i przebiegła dość sprawnie.
Jak wygląda boarding na dworcach autobusowych w Maroku oraz jak najlepiej szukać transportu na miejscu, opisałam dokładnie we wcześniejszym osobnym wpisie TUTAJ.
10-dniowy solo trip do Maroka. Czy kobieta może się czuć bezpiecznie?
Po przyjeździe do Marrakeszu ponownie skorzystałam z lokalnego transportu i dotarłam do mojego miejsca noclegowego. Z dworca odebrał mnie bardzo fajny kierowca InDrive, z którym rozmawiałam po angielsku, a drogę do hotelu uwieczniłam na filmie. Zobacz !
Nocleg w Marrakeszu i pierwszy wieczór w Medinie
W Marrakeszu miałam zarezerwowane dwa noclegi w bardzo osobliwym miejscu. Możecie obejrzeć poniżej. Na booking.com nazywa się: maison Noé , chambre au rez de chaussée sale de bain privative séparer. O ile hotel typu riad na zdjęciach wyglądał całkiem korzystnie, o tyle na miejscu okazało się, że mój pokój to zwykła dobudówka w salonie, z fatalną akustyką. Ściany były właściwie zrobione z cienkiej płyty, przez co słychać było każdy najmniejszy dźwięk, rozmowy i hałas. Właściciele to starsze małżeństwo, bardzo mili obydwoje, mówiący tylko w ich języku. Komunikacja była utrudniona również dlatego, że numer podany do kontaktu pozostawał martwy i moje wiadomości przetłumaczone na francuski – bez odpowiedzi. W nawiązaniu kontaktu pomógł mi strażnik przy wjeżdzie na osiedle.
Samo osiedle bardzo mi się podobało, a lokalizacja była w porządku, co częściowo rekompensowało niedogodności noclegowe. W lokalnym barze zjadłam najlepszą zupę Harira podczas mojego pobytu w Maroku.
Po zameldowaniu, które przysporzyło mi sporo stresu (o tym opowiadam w filmiku powyżej), od razu wybrałam się do Mediny. Spotkałam się tam z dziewczynami hiszpańskojęzycznymi w jednej z lokalnych knajpek — można powiedzieć, że była to wigilijna kolacja w marokańskim stylu.
Później chwilę spacerowałyśmy po Medinie, jednak niestety zaczął padać deszcz, więc wieczór musiałymy nieco skrócić. Do hotelu zdecydowałam się wrócić na piechotę i nie obeszło sie bez przygód, o których możesz przeczytać w poprzednim wpisie o bezpieczeństwie TUTAJ.
Wycieczka w góry Atlas – Dolina Ourika
Drugiego dnia w Marrakeszu (25 grudnia) wykupiłam przez aplikację Get Your Guide jedyną zorganizowaną wycieczkę podczas całego wyjazdu — do gór Atlas i Doliny Ourika.
Pogoda była niestety fatalna. Od rana padał deszcz, a w górach sypał śnieg i było bardzo zimno. Mimo trudnych warunków udało nam się dotrzeć do wodospadu oraz odwiedzić kooperatywę produkującą lokalny olej arganowy.

Zobaczyliśmy również prawdziwy berberyjski dom, co było bardzo ciekawym doświadczeniem i pozwoliło zajrzeć do codziennego życia mieszkańców górskich wiosek.
Ze względu na pogodę wróciliśmy do Marrakeszu stosunkowo wcześnie, a po południu ponownie wybrałam się do Mediny, tym razem eksplorując ją już samodzielnie.
O kolejnych miejscach, do których się udałam przeczytasz w następnym wpisie.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz mnie wesprzeć w prowadzeniu bloga, będę szczęśliwa, jeśli zaprosisz mnie na wirtualną kawę:
C.D.N.