Jak się pakować i ograniczyć wydatki w podróży? Co zabrać, co zostawić, co kupić
No i nikt nie mówił, że będzie łatwo 😉
Do napisania tekstu o tym, jak się pakować na długi wyjazd, zainspirowała mnie Kasia – moja uczennica angielskiego, włóczykijka, kitesurferka, wolny duch.
Poznałyśmy się w październiku we Francji. Kasia była wtedy świeżo po powrocie z Zanzibaru, gdzie pracowała jako manager hotelu. Gdy skontaktowała się ze mną w sprawie lekcji angielskiego, mieszkała już w Grecji.
Od tamtego czasu ja zmieniłam lokalizację cztery razy. W końcu któregoś dnia zapytała mnie wprost:
„Ale jak Ty się pakujesz na te swoje wyjazdy, skoro nigdy nie wiesz, gdzie i jak długo będziesz?”
No właśnie.
Problem polega na tym, że ja… sama do końca nie wiem.
Pakowanie na tygodniowe wakacje to jedno. Pakowanie na kilkumiesięczne przemieszczanie się między krajami i strefami klimatycznymi – to zupełnie inna historia.
Zawsze biorę za dużo. Bo chcę być przygotowana na wszystko. I to jest mój stały błąd.
Z drugiej strony zależy mi na tym, żeby ograniczać wydatki w podróży i nie kupować w kółko nowych rzeczy. W Polsce zostały trzy duże pudła i walizka ubrań, więc naprawdę nie chcę generować kolejnych kosztów i gromadzić następnych stert.
Czy brać kosmetyki w podróż?
To jedno z pierwszych pytań, które zawsze się pojawia.
Przez lata nauczyłam się jednej rzeczy:
biorę tylko to, co naprawdę niezbędne – przynajmniej na początek pobytu.
Resztę kupuję na miejscu.
Wszystko zależy od kraju i lokalizacji. Jeśli jadę „in the middle of nowhere”, wolę mieć podstawowe rzeczy przy sobie. Jeśli jednak mieszkam w mieście – nie ma sensu wozić kilogramów kosmetyków.
Gdzie opłaca się kupować?
-
W większości krajów UE ceny w supermarketach są bardzo podobne.
-
Lidl ma niemal identyczne produkty w całej Unii.
-
Szampony, balsamy, kremy czy pasty do zębów kosztują mniej więcej tyle samo.
Obecnie jestem w Hiszpanii i mogę potwierdzić – codzienne artykuły nie różnią się znacząco ceną.
Mała wskazówka:
We Włoszech odkryłam, że apteka to miejsce na leki – nie na artykuły codzienne. Nitki dentystyczne czy podpaski potrafią być tam kilka razy droższe niż w supermarkecie.
W Maroku apteki sprzedaja wiele leków bez recepty.
Wniosek?
Nie ma sensu wozić kosmetyków „na zapas”. To zbędny balast.
Co z ubraniami? Brać czy kupować?
To najtrudniejsza decyzja przy pakowaniu na długi wyjazd.
Second-handy i charity shops – najlepszy przyjaciel podróżnika
W UK uwielbiam charity shops. Można tam kupić świetne, oryginalne rzeczy za kilka funtów.
Kiedyś z Lindą (która podróżuje między USA i UK) uznałyśmy, że zamiast dopłacać 25 funtów za dodatkową walizkę z ubraniami, lepiej:
-
lecieć tylko z bagażem podręcznym,
-
a potrzebne rzeczy kupić na miejscu w second-handzie.
Warunek?
Musisz mieć gdzie zrobić pranie i zaakceptować to, co akurat znajdziesz.
W Anglii charity shopy często są obok siebie – można zrobić prawdziwe „polowanie” w jednej dzielnicy.
Kiedy mój pobyt w Portugalii przedłużył się do trzech miesięcy i przyszła jesień, przed zimnem uratowały mnie właśnie swetry i szaliki z second-handów.
Targ, second-hand i dobra kawa, czyli zakupy idealne
Prezenty i wymiany – naturalna rotacja ubrań
Podróżując, często dostaję rzeczy od znajomych.
Moja Ania z Hamburga kupuje na końcówkach wyprzedaży sukienki za 1–5 euro. Mam od niej kilka świetnych rzeczy, które regularnie noszę.
W miejscach workaway często działa naturalna wymiana – ktoś robi porządki w szafie, ktoś inny potrzebuje cieplejszego swetra.
Dostałam m.in.:
-
ponczo w Andaluzji,
-
kaszmirowy sweter w Austrii,
-
perfumy od przyjaciółki.
Minimalizm w podróży nie zawsze oznacza brak rzeczy – raczej ciągłą rotację.
Redukcja bagażu – zostawiaj rzeczy po drodze
Skoro coś przybywa, coś musi ubywać.
Dlatego podczas pakowania zabieram często rzeczy starsze – takie, których nie będzie mi szkoda wyrzucić. Miałam kilka takich ubrań, które były moimi ulubionymi i nosiłam je przez lata, aż w końcu przyszedł ich kres na wyjazdach, bo:
-
wypłowiały w południowym słońcu,
-
rozciągnięły się podczas pracy w ogrodzie,
-
poplamiłam je farbą,
-
z małej dziurki zrobiła się duża.
Wtedy decyzja jest prosta: wyrzucam albo przeznaczam na szmatki. To też sposób na ograniczenie bagażu i kosztów podróży.
Zostaw rzeczy u znajomych – opcja awaryjna
Czasem nie ma wyjścia.
Wyjeżdżając do Francji, byłam przekonana, że zostanę tam na całą zimę. Zabrałam więc ciepłe ubrania. W grudniu zmieniłam klimat na afrykański.
Buty zimowe i długi kardigan zostały u Rebeki.
Na Teneryfie część rzeczy zostawiłam u Gaby.
Na Gomerze obdarowałam Anię kilkoma drobiazgami.
Nie wiem, czy dziewczyny mnie za to kochają 😉 Ale z dwóch sztuk bagażu zeszłam do jednej.
Czy kupuję coś nowego?
Tak!
Przed wylotem na Teneryfę spędziłam weekend w Bilbao. W second-handzie 200 metrów od hotelu znalazłam bluzę za 1 euro. Dziś to moja ulubiona bluza – idealna w góry i na chłodniejsze dni.
Ma napis „One of the kind”.
Słowa mają moc.
W Bilbao kupiłam też nowy portfel z korka, bo poprzedni był w stanie agonalnym. Niedługo czeka mnie jeszcze zakup okularów przeciwsłonecznych – z obecnych schodzi już farba.
Jak się pakować na długi wyjazd? Moje wnioski
-
Nie pakuj się jak na Księżyc.
-
Bierz minimum na start.
-
Sprawdzaj ceny na miejscu – często są podobne.
-
Korzystaj z second-handów.
-
Wrzucaj rzeczy w obieg.
-
Nie przywiązuj się nadmiernie do ubrań.
Minimalizm w podróży to proces.
Ja wciąż się uczę.


Sprawdź też, bo warto 🙂
- E-book: Jak tanio podróżować
- Praca zdalna: pomysły na pracę online
- Język angielski: indywidualne lekcje online
- Alternatywa zawodowo-podróżnicza: Workaway
- Znajdziesz mnie też tutaj: Facebook, Instagram
Jeśli ten wpis okazał się dla Ciebie przydatny, możesz mnie wesprzeć, zapraszając na wirtualną kawę :). Bloga finansuję sama, jak widzisz – nie ma tu irytujących reklam, brak też sponsora.